Paryska Le Mond napisała ostatnio: „Amerykański
model socjalny jest wadliwy, ale francuski również”. Według
Le Mond Europa powinna przyjąć model skandynawski, który stanowi
ponoć kombinację ekonomicznej wydajności anglosaskiej struktury
socjalnej z korzyściami państwa opiekuńczego kontynentalnych
krajów europejskich.
Na dzień przed rozpoczęciem szczytu Unii
Europejskiej w Hampton Court (27 października) można było nawet
przeczytać, że „Wielka Brytania może być zmuszona do
przedyskutowania zalet modeli skandynawskich, które opierają się
na większym bezpieczeństwie socjalnym”.
Ta pochwała dla modelu nordyckiego wywodzi
się z nowego zespołu doradców Bruegel, mającego swoją siedzibę w
Brukseli, „którego celem jest przyczynić się do jakości
formułowania zasad polityki ekonomicznej w Europie”. Zespół
ten to inicjatywa rządów francuskiego i niemieckiego,
która opłacana jest sowicie przez rządy UE oraz korporacje. W
październiku Bruegel opublikował pracę, zatytułowaną „Globalizacja
a reforma europejskich modeli socjalnych”, propagującą model
nordycki.
Model ten zaleca również artykuł,
pochodzący z wydziału ekonomicznego Uniwersytetu w Ghent. Artykuł ten,
Polityka fiskalna, zatrudnienie i wzrost: dlaczego strefa euro
pozostaje w tyle, również był subsydiowany przez rząd. W doborze
danych, porównujących osiągnięcia ekonomii krajów UE,
autorzy arbitralnie pominęli w swoich badaniach Irlandię, Hiszpanię
oraz Portugalię (czyli trzy z czterech najlepiej działających
gospodarek UE), natomiast wzięli pod uwagę Norwegię, producenta ropy
naftowej i kraj, który nie jest członkiem Unii (mającego PKB
sięgającego ponad 20%, opierającego się na dochodzie z ropy).

Aż trudno sobie wyobrazić, żeby
profesorowie jednej z największych uczelni w Belgii nie byli świadomi
tego, jak ta dowolna selekcja musi wypaczyć wyniki. Dlatego też tekst
ten należy odczytywać nie jako pracę naukową, ale ideologiczny pamflet.
Niemniej jednak, wbrew Bruegel,
zniekształconym pracom akademickim, a także pochwałom ze strony
mediów europejskich, wydajność największych gospodarek
skandynawskich to mit. Szwedzkie i fińskie państwa opiekuńcze
przechodzą od dawna okres schyłkowy. We wczesnych latach 90-tych
gospodarki tych państw były praktycznie bankrutami. Pomiędzy 1990 a
1995 rokiem bezrobocie wzrosło pięciokrotnie. Kraje skandynawskie nie
mogły dojść do siebie.
IMPLOZJA
PAŃSTWA OPIEKUŃCZEGO
W 1970 roku poziom dobrobytu Szwecji był o
jedną czwartą wyższy, niż Belgii. Do 2003 roku Szwecja spadła na 14 z 5
miejsca w rankingu wskaźników dobrobytu, dwa miejsca za Belgią.
Według danych OECD, Dania w 1970 roku
zajmowała 3 miejsce wśród najlepiej prosperujących gospodarek na
świecie, zaraz za Szwajcarią i Stanami Zjednoczonymi. W 2003 roku Dania
była już 7.
Finlandii również wiodło się źle. Od
1989 do 2003 roku, w czasie kiedy Irlandia wspięła się z miejsca 21 na
4, Finlandia spadła z 9 na 15 pozycję.
Łącznie z Włochami, te trzy skandynawskie
państwa to najgorzej prosperujące gospodarki w całej Unii Europejskiej.
Zamiast brać je jako przykład, politycy europejscy powinni unikać
receptur skandynawskich.
MIEJSCA PRACY
W czasie gdy
słaba gospodarka, taka
jak belgijska, była w stanie w latach 1981 do 2003 wygenerować 8%
nowych miejsc pracy, Szwecja i Finlandia nie były zdolne stworzyć
żadnych nowych miejsc pracy przez ponad dwa dziesięciolecia.
Dania poradziła sobie nieco lepiej, ponieważ „zaktywizowała”
swój rynek
pracy, czyniąc go bardziej „elastycznym”. Pracodawcom łatwiej było
zwalniać ludzi. Dla pracowników przemysłu budowlanego termin
wypowiedzenia zredukowano do pięciu dni. Zasiłki dla bezrobotnych
zostały ograniczone w czasie, natomiast długotrwale bezrobotni i młodzi
ludzie mogli stracić zasiłki, gdyby odmówili przyjęcia pracy,
łącznie z
nisko-produktywnymi, które pozostawały poniżej ich umiejętności
lub
wykształcenia. Wynikiem tego jest to, że wzrost wydajności w Danii jest
niższy, niż w Szwecji i Finlandii.
Te drakońskie środki obniżyły poziom bezrobocia, ale nie wyeliminowały
jego przyczyn, a mianowicie całkowitego braku motywacji po stronie
pracowników i pracodawców, wynikającego z niesamowicie
wysokiego
poziomu podatków. Pomimo tych bolesnych środków wzrost
wydajności i
dobrobytu był poniżej normy. Rozczarowanie duńskimi politykami jest
jednym z powodów wzrostu znaczenia partii skrajnie prawicowych.
SŁABY RZĄD, ZŁY RZĄD
Dlaczego kraje skandynawskie wykonują tak
złą robotę
, pomimo ich protestanckiej etyki pracy i
oddaniu się obowiązkom? Głównym powodem jest istota państwa
opiekuńczego: jego bardzo wysoki poziom podatków. Między 1990 a
2005 rokiem, średnie całkowite obciążenie podatkowe wyniosło 55% w
Finlandii, 58% w Danii, natomiast w Szwecji 61%. To prawie
półtora razy więcej niż średnia OECD.
W swoich badaniach dotyczących
powodów różnic wzrostu pomiędzy gospodarkami OECD,
amerykański ekonomista James Gwartney wskazał, iż istnieje ścisła
korelacja między wzrostem ekonomicznym, a obciążeniami podatkowymi. Im
wyższy poziom podatków, tym niższy poziom wzrostu gospodarczego.
Wyjaśnienie tego zjawiska jest tak
logiczne, jak i proste. Im wyższy poziom podatków, tym mniejsza
dla ludzi motywacja do produktywnego przyczyniania się dla
społeczeństwa. Im wyższe obciążenia fiskalne, tym więcej środków
odpływa z sektora wydajnego, do jak zwykle bardziej niewydolnego
aparatu rządowego.
IRLANDIA: EFEKTYWNA
ALTERNATYWA
Irlandia udowodniła, że poważne obniżenie
podatków może stać się motorem dla wyprowadzenia
nawet najbardziej ospałej gospodarki na pełne obroty.
Drastyczna obniżka poziomu irlandzkich
podatków, z 53% w 1986 roku, na obecne 35% doprowadziła do
nieprzerwanego wzrostu tworzenia bogactwa na średnim poziomie 5,6% w
ciągu ostatnich dwóch dekad, natomiast liczba nowych miejsc
pracy sięgnęła ponad 50%.
W zaledwie 18 lat Irlandia skoczyła z 22 na
4 miejsce w rankingu dobrobytu OECD. Irlandia nie obniżyła
zasiłków społecznych. Przeciwnie, ten niespotykany wzrost
doprowadził do zwiększenia dochodów oraz wydatków
socjalnych. To wystarczyło, aby poprawić wydajność rządu.
Kluczowym elementem irlandzkiego modelu
jest jego system „słusznego podatku”, w którym kładzie
się mniejszy nacisk na opodatkowanie pracy i zysku, a nieco większy na
opodatkowanie konsumpcji. Ta równowaga pomiędzy bezpośrednimi, a
pośrednimi podatkami, motywuje pracowników i
przedsiębiorców do działań bardziej produktywnych. Stymuluje ona
nowe inicjatywy i gwarantuje wysoki poziom uczestnictwa.
Taki system fiskalny nie przenosi całego
ciężaru finansowania bezpieczeństwa socjalnego na produkcję krajową. W
rzeczywistości podatek konsumpcyjny zapewnia to, iż produkcja
zagraniczna w równym stopniu się do tego przyczynia.
Model irlandzki łączy ze sobą w
zrównoważony sposób tak zwane „aktywne państwo
opiekuńcze” Europy kontynentalnej z anglosaską wolną ekonomią. Ten
model jest skuteczny. Irlandia przewyższa wszystkie pozostałe kraje UE
zarówno jeśli chodzi o dobrobyt, tworzenie miejsc pracy,
wydatków socjalnych i wydajności na godzinę pracy.
INWESTYCJA W PRZYSZŁOŚĆ

Różnica
pomiędzy skandynawskim modelem niszczącym bogactwo, a kwitnącą
alternatywą irlandzką, jest dla każdego oczywista. O dziwo, wydaje się
jednak, że rządy w Niemczech i we Francji tego nie dostrzegają. Te w
Belgii również. Rząd belgijski zaproponował ostatnio nowy plan,
zainspirowany modelem duńskim. Poziom podatków nie jest
obniżony, obciążenia fiskalne nie są przenoszone z produkcji na
konsumpcję, a w zamian za to z jednego czynnika produkcji (praca) na
drugi (kapitał), który już jest przeciążony.
Zniechęca się również do oszczędzania. Po odliczeniu inflacji i
potrąconego podatku, który zgodnie z europejską dyrektywą
podatku od oszczędności wyniesie wkrótce 35%, prawdziwy poziom
odsetek netto wyniesie -2%. To oznacza, że każda trzydziestoletnia
osoba, która zaoszczędza dzisiaj 1 euro, w wieku 60 lat otrzyma
równowartość 54 centów.
W zaledwie sześć lat belgijski poziom oszczędności spadł już o ponad
jedną czwartą: z 12,4% w 1998 do 9,1% w 2004 roku. Poziom oszczędności
obniży się jeszcze bardziej, a przez to wyczerpie wszystkie rezerwy dla
inwestycji. Podobnie jak praca, oszczędzanie i inwestowanie
również, musi być dochodowe, jeśli ludzie mają się w te
działalności angażować.
NADMIERNE
OPODATKOWANIE
Rok 2004 był świadkiem rekordowego światowego wzrostu gospodarczego na
poziomie 5%. Chiny i Indie dynamicznie rozwijają się, USA i Japonia
dochodzą powoli do dawnego poziomu. Wnioski, wyciągnięte przez
Gwartney’a, wyjaśniają dlaczego takie kraje kontynentalnej zachodniej
Europy, jak Belgia, nie były świadkiem wzrostu ich gospodarek.
Belgijskie obciążenia podatkowe są o 9% wyższe niż średnia OECD i 15%
wyższe od poziomu podatków w Stanach Zjednoczonych i Japonii.
Jeśli kontynentalna zachodnia Europa nie zmieni swojej polityki, jej
dzisiejsze relatywne zubożenie wkrótce zamieni się w całkowitą
pauperyzację.
Jej struktura podatkowa nie jest przystosowana do wyzwań, jakie stawia
globalizacja. Podatki na produkcję stanowią przeciwieństwo
podatków importowych. Podwajają koszty europejskiej produkcji, a
czyniąc to, zmniejszają o połowę ich wydajność. Podobnie jak
protekcjonizm, prowadzą one do zniekształceń w handlu światowym, ale
robią to w przeciwnym kierunku.
Jeszcze szybciej kontynentalna zachodnia Europa traci własne sektory
wymagające dużego nakładu siły roboczej na rzecz krajów, gdzie
produktywność jest nawet niższa, niż w zachodniej Europie.
Takie przejście z wysokiej wydajności do niskiej to marnotrawstwo. To
nie tylko katastrofa dla rynku pracy zachodniej Europy. Odbija się to
również na całym świecie, ponieważ aparat wysokiej wydajności
produkcji i infrastruktury zachodniej Europy nie jest wykorzystany do
pełni swych możliwości. To prowadzi do nie optymalnego wykorzystywania
globalnego podziału pracy oraz tworzenia bogactwa.
Politycy muszą wreszcie zrozumieć, że wzrostu ekonomicznego nie można
osiągnąć przez fiskalne karanie produktywnych obywateli, ani też przez
zbiorowe zubożenie i cięcia w systemie opieki społecznej, a jedynie
przez obniżanie podatków i ograniczenie biurokracji. Irlandia
pokazała, że można tego dokonać i jak to uczynić.
Martin De
Vlieghere, Paul Vreymans

Dublin Harbour
|